23.12.2020, Teneryfa

Na Teneryfę szukałem lotów od kilku lat. Dopiero rok koronawirusowy przyniósł naprawdę dobre ceny. Kupiliśmy 3 bilety za 480 zł Wizzairem na tydzień. Więcej kosztował bagaż rejestrowany :D.

Wynajęliśmy samochód w Autoreisen za 130 euro oraz fajny hotel w Puerto de la Cruz za 190 euro. Dość tanio.

Zwiedzanie zaczęliśmy od Teide. Pogoda była ładna, więc postanowiliśmy od razu tam jechać. Wulkan robi wrażenie. W ogóle wyższe partie Teneryfy są zupełnie inne od dolnych, bo są suche i lawowe (kamieniste). Zrobiliśmy sobie dwa trekkingi z dwóch stron i pooglądaliśmy wulkan i fajne formacje skalne. Na sam wulkan nie wjeżdżaliśmy, bo w sumie zawsze takie atrakcje lepiej widać z dołu, poza tym sporo kasy dla trójki tak wjazd. Do tego trzeba mieć jeszcze permit i po żwirze iść jeszcze prawie godzinkę do samego szczytu.

Kolejnego dnia pojechaliśmy na trekking do Parku Narodowego Anaga. Jest to świetny wąwóz, a my mieliśmy permit na trek. Co ciekawe, tego permitu nikt nie sprawdzał. Natomiast widoczki z samej trasy oraz z kilku punktów widokowych były naprawdę super! Po południu pojechaliśmy na plażę w Benijo, gdzie wybrzeże jest bardzo spektakularne. Nawet się trochę pokąpaliśmy.

Następny dzień ruszyliśmy na południe. Małe miasteczko Garachico, a potem w góry do kanionu Masca. Szlak w kanionie prowadzący do morza jest niestety zamknięty od ponad 2 lat, ale widoczki z serpentyn górskich na kanion robią wrażenie! Za przełęczą, popływaliśmy na plaży przy 600-metrowych klifach Los Gigantes. Kolejne wow na tym wyjeździe.

Zwiedziliśmy jeszcze La Laguna z przepiękną starówką wpisaną na listę Unesco, wstąpiliśmy na tutejsze piramidy (niestety zamknięte) oraz na plażę Teresitas.

Ostatniego dnia zwiedzania mieliśmy rezerwację na wąwóz Barranco del Infierno, ale rano dostaliśmy smsa, że z powodu pogody zamykają dziś szlak... Pewnie z powodu wiatru. Jako atrakcję zastępczą wybraliśmy czerwony wulkan i żółte skały oraz komercyjną Playa de Americas.

Szkoda, że z powodu obostrzeń nie dało się popłynąć na La Gomerę, ale to może następnym razem. Ogólnie trzeba powiedzieć, że Teneryfa robi super wrażenie.

27.12.2020, Vik, Islandia

Oj długo mi zeszło zanim odwiedziłem Islandię - mój ostatni, niezdobyty kraj w Europie. Kiedyś już nawet miałem bilety za mile, ale odwołałem. Teraz dużo rzeczy złożyło się na raz - Islandia zaczęła wpuszczać ozdrowieńców, bilety były bardzo tanie, dostałem darmowe dni wolne w pracy oraz otworzyło się okienko pogodowe. Trzeba było jechać :-)

Wleciałem w końcu na test na przeciwciała, bo nie chcieli uznać mojego polsko-angielskiego testu PCR. Wynająłem Suzuki Vitarę i przed 2 w nocy pojawiłem się w pokoju w Keflaviku. Ruszyłem przed 10, jeszcze sypał śnieg i było ciemno. Świtać zaczęło przed 11, a słońce wstało o 11:30. W Parku Thingvellir byłem jako pierwszy, nawet parking nie był odśnieżony. Podziwiałem tu podział kontynentalny pomiędzy EU i Ameryką oraz piękne widoki na jezioro i wodospad. Następnie ruszyłem do Geysir. Darmowe wejście, a Geysir nie zawodził i wystrzeliwał sporo w górę co kilka minut :). Kolejna atrakcja to świetny wodospad Gullfoss, gdzie też momentami byłem sam. Szkoda, że słońce było już bardzo nisko i nie udało mi się zobaczyć go oświetlonego. Wiedząc jednak jak nisko jest słońce teraz nad horyzontem nawet w środku dnia to nie wiem czy w ogóle jest on oświetlony. Ostatni punkt widokowy to Kerid, jezioro powulkaniczne, w większości zamrożone. Ładne widoki z pełnią księżyca. Na nocleg udałem się do Selfoss, gdzie miałem świetny hotel 4* z błędu cenowego.

Po obfitym śniadaniu, ruszyłem w trasę. Zacząłem od wodospadów - Seljalandsfoss i Gljufrabui, oba przepiękne. Jadę trochę dalej w stronę Thorsmork, ale droga zrobiła się kiepska. Za to widziałem z daleka Heklę. Potem pojechałem do Landeyahofn skąd odpływają promy do Vestmannaeyjar. Jednak tak wiało, że nie dało się w ogóle iść. Nie mogłem nawet drzwi w samochodzie otworzyć. Jak się w końcu udało to przeszedłem się kawałek, ale bardzo ciężko było. Widoki na wyspy oraz cofające się od wiatru fale za to powalające.

Następny wodospad to Skogafoss. Przez większość czasu jestem sam. Wrażenie jest niesamowite bo spada dużo wody i jest tęcza. Wchodzę na górę po schodkach i idę jeszcze na wyższy wodospad, ale też tak wieje, że ledwo dałem radę. Największym jednak wyzwaniem było dojście do lodowca Solheimajokul. Niby 10 minut spaceru, a szedłem z pół godziny i spociłem się masakrycznie. Wiatr strasznie dawał się we znaki. Udało mi się jednak i na pewno warto było tu przyjechać.

Po drodze miałem jeszcze wrak samolotu, ale droga była zamknięta, a ja nie zamierzałem iść 3km w jedną stronę. Zakończyłem dzień w Dyrholaey. Miejsce kosmiczne! Znowu wiatr utrudnił mi życie, ale widoki na skały, klify, łuki skalne były po prostu niesamowite! Jutro wrócę na dół przejść się czarną plażą, którą widziałem z góry z klifu.

31.12.2020, Kirkjufell, Islandia

Z Vik pojechałem dalej na wschód do Hofn. Zacząłem od powrotu na czarną plażę Reynisfjara, gdzie obejrzałem wschód słońca i wspaniałe formacje skalne, zwane zatopionymi trollami. Na plaży były jeszcze tylko 2 osoby. Potem mała jaskinia z dziurą Hjörleifshöfði, która robi niezłe wrażenie. Kolejną atrakcją był kanion Fjaðrárgljúfur. Co za wspaniałe miejsce. Znowu byłem sam i obszedłem go do góry w 3 miejsca widokowe. Naprawdę robi wrażenie! Jakby tego było mało, potem zaczyna się Park Narodowy Vatnajökull ze schodzącymi jęzorami lodowców. Najpierw oglądam wodospad Svartifoss, który słynie z bazaltowych wychodni. Idzie się do niego 2 km i powoli kończy mi się niestety dzień. Zaglądam jeszcze na jeden jęzor lodowca i słońce zaszło. Do Hofn jeszcze miałem spory kawałek, a po drodze jezioro lodowcowe Jökulsárlón. Oglądam go z resztkami światła.

W Hofn podjąłem decyzję, że jadę jednak dookoła Islandii. Ruszyłem najpierw wschodnimi fjordami do Egilsstaðir. Droga wije się wzdłuż fjordów i jest bardzo malownicza. Jest tu też dużo więcej śniegu. Kolejnego dnia wyjeżdżam już o 8 rano, żeby dojechać do Dettifoss, największego wodospadu w Europie. Niestety droga wschodnia była zamknięta, pojechałem więc na zachodnią. Ona też była zamknięta, a mnie coś podkusiło by jednak pojechać. Śniegu było po kostki więc samochód dawał radę. Ale jak to bywa w takich sytuacjach, zabrakło jednego słupka, droga skręcała a ja pojechałem prosto i się zakopałem. Musiałem wzywać pomoc i się tłumaczyć dlaczego wjechałem w zamkniętą drogę. W oczekiwaniu na pomoc poszedłem jeszcze rzucić okiem na wodospad, ale były takie zaspy śnieżne i nie widać było szlaku, że widziałem tylko małą część. Jak już mnie wyciągnęli to pojechałem do Mytavn. Okolica jest bardzo ładna, są gorące źródła, miejsca kąpielowe i wulkany dookoła. Na końcu zajrzałem do wodospadu Godafoss i na noc udałem się do Akureyri.

Dziś miałem do przejechania 400 km. W połowie drogi zajrzałem do dziwacznej skały Hvirserkur, a po wielu godzinach w końcu dojechałem do Kirkjufell, które jest ikoną Islandii. Pogoda jeszcze ładna, choć po zmroku i można robić zdjęcia. Jutro powrót do Reykjaviku i do Polski.

Archiwum
2021 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2020 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2019 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2021 Piotr Wasil