12.11.2022, Dolina Omo, Etiopia

Ostatnie 6 dni podróży spędziłem w Dolinie Omo, słynnej z różnych plemion. Mieliśmy przewodnika na cały czas podróży z LandCruiserem, co było super sprawą, bo zrobiliśmy aż 3500 km i nie traciliśmy czasu na przejazdy autobusami. Dodatkowo nasz przewodnik miał pełno kontaktów, więc udało nam się odwiedzić kilka wspaniałych plemion. Ale to jeszcze nie wszystko, ponieważ wyszliśmy nawet kilometr poza granicę etiopską do Trójkąta Ilemi, czyli spornego terenu pomiędzy Sudanem Płd i Kenią - jest tu tylko pogranicznik etiopski. Wspaniałe krajobrazy i ludzie oraz ich szokujące tradycje. Niedługo relacja na forum fly4free.

5.11.2022, Sudan Południowy

Sudan Południowy na papierze nie wydaje się zbyt przyjaznym krajem. Jeden z najbiedniejszych na świecie, a wszystkie międzynarodowe strony mówią by tam nie jechać. Natomiast jak się zrobi rozeznanie to okazuje się, że jest całkiem bezpiecznie. My na 5 dni w tym kraju mieliśmy wykupionego lokalnego przewodnika. Tanio nie było, ale zdecydowanie warto.

Już lądując widać, że jest inaczej. W samolocie było tylko 21 osób, oprócz nas to pracownicy UN, różnych NGO oraz lokalni watażkowie obwieszeni złotem. Przejście kontroli było bezproblemowe i nasz przewodnik zawozi nas do hotelu nad Górskim Nilem, który jest ogrodzoną i silnie strzeżoną enklawą. Dostajemy świetne pokoje i idziemy do restauracji nad rzekę. Tam opad szczęki, bo na widoku mamy na w pół zatopiony statek. Świetny landmark!

Drugiego dnia jedziemy na północ do Bor. Droga najpierw jest asfaltowa, a potem przechodzi w szutr. Udaje nam się trafić na lokalne zawody wrestlingowe i chwilę oglądamy. W Bor jemy szybki lunch w jedynym dobrym tutaj hotelu, gdzie znowu zajęty jest w całości przez UN i NGOs. W czymś co przypomina port ładujemy się na łódkę. Przez tutejsze bagna Sudd, czeka nas godzinna przeprawa do Minkamman. Tam już jest koniec świata. Idziemy do lokalnego gubernatora pokazać pozwolenia i dostajemy do obstawy dwóch żołnierzy z bronią. Zdobyliśmy jedyny samochód terenowy i jedziemy 26 km na zachód do wioski Dinka. Jesteśmy tam na godzinę przed zmrokiem. Jest totalny szok. Turyści tu nie dojeżdżają, a my tu jesteśmy bo chcieliśmy zobaczyć plemiona w innym regionie, a nie blisko Juby. W obozie mieszka ok. 3000 ludzi i jest ponad 10000 krów. Wszędzie palone są krowie odchody by odgonić komary. Wszyscy są nami mega zainteresowani i pozują nam do zdjęć. Każdy chce się pochwalić swoją krową. Oglądamy niesamowite miejsce i totalnie autentyczne. Wieczór szybko zapada. Prąd mamy z generatora, który przywieźliśmy, jemy też kolację na gazie który przywieźliśmy i idziemy spać do namiotów.

Rano wstajemy jeszcze przed 6 obejrzeć poranne obrządki. Oglądamy jak się doi krowy i jak się przygotowuje do wyjścia na wypas. Mamy naprawdę ogromne przeżycie. Potem wracamy do Minkamman i do Bor. Po lunchu płyniemy jeszcze na północ bagien zobaczyć ludzi mieszkających na tamtejszych wyspach. Zajmują się rybołówstwem i ryby to ich właściwie jedyny posiłek. Mieszka tu jedna większa rodzina na około 20 osób.

Dziś wróciliśmy do Juby i objechaliśmy to miasteczko. Totalny chaos. Dużo budynków rządowych i nie bardzo jest jak i gdzie robić zdjęcia. Zresztą ciekawy jest tu jedynie afrykański brud i rozpierdziel. Jutro lecimy do Etiopii.

1.11.2022, Massawa, Erytrea

Nie mając odpowiedniego permitu, i tak ruszyliśmy do Massawy. Byliśmy na dworcu o 7, a autobus wyjechał o 8. Kosztował kilka dolarów. Zaraz za Asmarą droga idzie ostro w dół - zjeżdżamy z 2450 m npm na 0. Droga trwała aż 3.5h z krótką przerwą na szybki posiłek. Z tłumaczeniami pomogła nam pewna Erytrejka. Ogólnie w tym kraju sporo ludzi mówi po angielsku. W Massawie jest co najmniej 12 stopni więcej. Dworzec jest kawałek od miasta, więc bierzemy taksówkę. Stare Miasto jest położone na wyspie, tak naprawdę drugiej od stałego lądu. Jest bardzo zniszczone, podobno przez wojnę, która skończyła się 30 lat temu. Jest bardzo mało ludzi, jakaś kobieta zaprasza nas do domu na herbatę, ale z góry widać jakie ma zamiary. Wracamy w upale w stronę dworca zwiedzając zniszczony pałac oraz rondo z czołgami CCCP. Gdy dochodziliśmy do dworca widzieliśmy jak uciekał nam autobus. 2.5h stania na dworcu nie zwiastowało dobrze - było trochę osób, które chciały dojechać do stolicy, ale transport w tym kraju to mega problem. Stał jakiś inny autobusik do Gindy, jakieś 40 km od stolicy i tym pojechaliśmy. W Gindzie próbowaliśmy szukać dalej, ale totalnie nic nie jechało. Znalazł się jakiś autobusik ale nas było tylko 8 osób. Trzeba było wykupić pozostałe miejsca. Zrzuciliśmy się po dodatkowe 3 dolary za resztę i dojechaliśmy do stolicy.

Erytrea to trudny kraj. Przez te permity, brak transportu, ograniczenia w wodzie i elektryczności, potrafi zmęczyć.

31.10.2022, Asmara, Erytrea

Dolot do Asmary miałem bardzo skomplikowany. W Warszawie dostałem kartę pokładową tylko na lot do Wiednia. Tam miałem się spotkać z Wojtkiem i dalej mieliśmy lecieć Ethiopianem. Nie mieliśmy kart pokładowych i gdy poszliśmy do bramki to okazało się, że dla mnie nie ma miejsca... Samolot miał overbooking o kilka osób. Wojtek chciał zostać ze mną, ale się nie dało. Mam ponoć dostać 600 euro odszkodowania. Przespałem się w lotniskowym hotelu NH i kolejnego dnia miałem cały dzień do zagospodarowania w Austrii. Pojechałem najpierw do Semmering. Tutejsza linia kolejowa jest na liście Unesco z powodu topowej inżynierii z połowy XIX wieku. Linia dalej jest używana i są tu przepiękne mosty oraz tunele. Przeszedłem się szlakiem 2.5h i także podziwiałem piękną scenerię górską.

Następnie pojechałem do Graz. Tutaj miałem 1.5h na obejrzenie przepięknej starówki i wdrapanie się na wzgórze z wieżą zegarową. Plan udało się zrealizować. Flixbusem wróciłem na lotnisko i o 22:40 udało mi się polecieć. Miałem miejsce przy wyjściu awaryjnym, więc podróż była w miarę komfortowa.

W Addis miałem 3.5h na przesiadkę. Na lotnisku jest mega drogo, m.in. mini pizza za 50 zł. Hamburgery w burger kingu po 60-80 zł. Szok. W Asmarze wszystkich testują. Trochę było sprawdzania mojej wizy, potem wymiana kasy i nie chcieli mnie wypuścić z lotniska zanim nie było wyniku testu. Na szczęście negatywny.

Taksówkarze chcieli 100 zł za kurs 6 km do miasta, więc poszedłem kawałek dalej i razem z jakąś dziewczyną złapaliśmy zwykły samochód. Dałem 25 zł i w hotelu spotkałem się z Wojtkiem. Ruszyliśmy najpierw na szukanie innego hotelu, bo ten był drogi. Udało nam się znaleźć dość fajny za 33$ za dwójkę - woda dostępna tylko 2h rano i wieczorem i bywa, że elektryczność wyłączają. Cóż, taki tutejszy folklor.

Zwiedziliśmy to piękne miasteczko, gdzie widać dużo pozostałości po Włochach, którzy tu rządzili. Odwiedziliśmy też złomowisko czołgów i pojazdów opancerzonych - ciekawy widok.

Dopiero dzisiaj mogliśmy poprosić o permity na jazdę do Massawy i Keren. Byliśmy 8 rano w biurze. Cały dzień nas zbywali i dopiero o 17 dostaliśmy te permity, ale już nie do Massawy, a tylko do Keren. I tak jutro pojedziemy do Massawy. W międzyczasie pochodziliśmy trochę po targu, zwiedziliśmy kościoły i meczety i czas jakoś zabiliśmy. Został nam tylko jutrzejszy pełny dzień i mamy nadzieję, że permitów po drodze nikt nie będzie sprawdzał.

29.8.2022, Wyspa Wielkanocna

Pierwszego dnia wybrałem się na spacer wzdłuż wybrzeża, gdzie także stoi dużo artefaktów. Zachód słońca w ogólnie dostępnym Ahu Tahai.

Drugi dzień 9h wycieczka z przewodnikiem, busem 9 osób. Zaczęliśmy od plaży Anakena. Jedyne miejsce lądowani na wyspie, którędy Polinezyjczycy przybyli na wyspę. Jest to piękne miejsce z platformą posągów. Dowiedziałem się, że budowali je od 1280 roku w hołdzie przodkom. Anakena jako jedyna dostępna jest bez przewodnika. Kolejne miejsce to fabryka, czyli góra, z której ciosali posągi. Rano Raraku można zobaczyć z daleka, ale jednak trzeba wejść na szlak by mieć dostęp do posągów. Rodzinka, którą widzieliśmy na Anakenie tym razem odbiła się od bramki i nie chcieli ich wpuścić. Zamiast oficjalnego przewodnika można też mieć jakiegoś lokalesa, jak komuś uda się znaleźć. Następne było Tongariki. Rząd 15 posągów świetnie widać zza płotu. W środku jednak jest super bo można sobie fajne fotki porobić. Dowiedziałem się też, że podczas wojny domowej, która wybuchła po tym jak wycięli wszystkie drzewa na wyspie, wszystkie posągi zostały pozzrzucane i dopiero kilkadziesiąt lat temu stawiali je z powrotem. Nie wszystkim też postawili czapki bo było zbyt niebezpiecznie, żeby znowu nie spadły.

Kolejna atrakcja to wulkan Rano Kau. Widok za darmo. Dopiero kawałek dalej sprawdzają bilety na Oronga, ale tam nie ma Moai a tylko domy z 18-19 wieku. Ostatni punkt to Ahu Akivi, przodkowie rolników i dlatego to jedyna platforma zwrócona do oceanu. Ogólnie po drodze widać mnóstwo przewróconych Moai, a naliczono ich 1045.

Dziś miłem wschód słońca na Tongariki. Super światło.

Malutko turystów więc świetna pora. Zasadniczo w 1 pełny dzień da się wszystko zobaczyć, ale jak ktoś chce jeszcze jakieś activities typu diving, hiking, horseriding to może zostać dłużej. Ja ze względu na loty miałem 2 dni i dla mnie było ok. Dzień dłużej bym się nudził, chyba że wziąłbym rower i pojeździł po przewróconych Moai…

Archiwum
2022 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2021 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2020 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2019 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2022 Piotr Wasil