15.11.2021, Bilbao, Hiszpania

Wróciłem z krótkiego wypadu (3 doby). Przelot Lufthansa za 500 zł z krótkimi przesiadkami w MUC. Dość często trafiają się promocje na 2-3 miesiące wprzód. Samochód RecordGo - kolejny raz tu wypożyczam i są super. Zapłaciłem 44 euro za 3 dni :). Miałem jakiś delikatny kredyt w DiscoverCars, więc zaliczkę miałem za darmo. 28 euro cross-border fee (chciałem wpaść na chwilę do Francji). Miałem problem z nową kartą kredytową - przeszła płatność za samochód, ale nie chciała 1100 euro depozytu. Musiałem przelewać na revoluta :/. Pani na infolinii tłumaczyła coś o terminalu offline, ale jej nie wierzę.

Wyjechałem zatem z lotniska godzinkę później. Na pierwszy rzut gondolowy Most Biskajski (rewelacja). Można się przejechać za 0,45 euro. Potem pojechałem do Castro Urdiales zobaczyć kościół i średniowieczny most (Unesco). Potem miałem jechać do El Castillo do jaskiń z malowidłami, ale wpuszczali do 14:40 i bym nie zdążył. Pojechałem więc do największej - Altamiry, ale tam niestety 20 lat temu oryginalną jaskinię zamknęli z powodu zbyt dużej ilości turystów mających negatywny wpływ na malowidła. Można więc oglądać jedynie rekonstrukcje. Na wieczór dojechałem do Burgos, zaliczając po drodzę enkawę Cezura. W Burgos hotel samoobsługowy przy samej katedrze za jedyne 35 euro. Generalnie problem zaparkować gdzieś niedaleko i w ogóle zgubiłem samochód ;). Katedra w Burgos przewspaniała. Oczywiście za późno dojechałem na wejście, a z rana jak chciałem wyjeżdżać to jeszcze nie otwierali dla turystów. Wszedłem więc przez wejście dla modlących się i co nieco udało się zobaczyć za free.

Z Burgos pojechałem do Atapuerca - najstarsza ludzka osada w Europie Zachodniej, sprzed ponad miliona lat. Jest tu naturalny wąwóz, gdzie zaganiano zwierzęta i łatwo było polować. Można też obejrzeć muzeum z wykopaliskami. Dalej pojechałem do monastyrów Yuso i Suso. Fajne, ale akurat nie wiadomo dlaczego 12 listopada były zamknięte. Była tylko kartka, że dziś wolne. Krajobrazy dookoła fantastyczne - góry, kolory jesieni i winiarnie. Potem pojechałem zobaczyć średniowieczny most Pont de Brinas niedaleko Haro, a następnie do Vitorii. Tam spotkałem się z dawnym kolegą z pracy, który zabrał mnie na fantastyczny lunch (różne małe kanapeczki z owocami morza) i pokazał świetne miejsca na starówce w Vitorii. Nie spodziewałem się, ale to naprawdę piękne miasteczko. Szczególnie jak się wie, gdzie zajrzeć. Potem wpadłem na 2h do Pampeluny (całkiem ok, kolorowo, przyzwoita cytadela) i na wieczór spałem pod San Sebastian.

Trzeci dzień to poranny wypad do Biarritz i Bajonny. Warto wpaść na chwilę, zobaczyć wybrzeże w Biarritz i katedrę w Bajonnie (oraz wypić kawę). Następnie kilka godzin spędziłem w San Sebastian. Ma to miasto coś w sobie, no i urban legend plaża z ogromną ilością surferów, pomimo pogody listopadowej. W Lekeitio zjadłem świetny lunch, widoczek na port. Następnie Gaztelugatxe. Tu miałem dziwny przypadek. Zostawiłem samochód na parkingu, gdzie było pod górkę. Nie zaciągnąłem ręcznego, bo zostawiłem go na biegu. Jak wróciłem to samochód zjechał w dół o dobrych 10 metrów i był podparty kamieniami. Jakieś dobre duszyczki go uratowały, bo by się stoczył w rów.

Ostatniego dnia rano pokręciłem się po okolicach Muzeum Gugenheima w Bilbao.

11.10.2021, Wyspy Owcze
Wróciłem z Wysp Owczych. Szczegółową relację prowadzę na forum f4f
28.9.2021, Vestmanna, Wyspy Owcze

W lipcu trafił się deal KLM na Wyspy Owcze, trudno było taką okazję przepuścić. Dodałem długie przesiadki w Billund i Kopenhadze. Koniec września to jedynie był problem z pogodą, ale kolega mnie przekonał by lecieć. W Billund miałem 7h wolnego, więc wynająłem samochód i ruszyłem zobaczyć 3 atrakcje z listy Unesco - Jelling Mounds, Christensfeld i Morze Wattowe. Wszystkie całkiem fajne. Kamienie Vikingów z kościołem, osada Kościoła Morawskiego i park narodowy terenów zalewowych morza.

Lot na Wyspy Owcze bez historii. Udało mi się zająć miejsce 1A, więc wyszedłem pierwszy z samolotu. Żadnych kontroli nie było i po odebraniu samochodu szybko zobaczyłem jeszcze wodospad Mulafossur. Robi mega wrażenie. Drugiego dnia miało padać, ale rano prognoza podawała już brak opadów. Udałem się przez wodospad Fossa do Tjornuvik, gdzie widać ostańce na morzu i zrobiłem trekking w górę zobaczyć zatokę. Widoki lepiej niż fantastyczne. Potem pojechałem do Saksun, gdzie ruszyłem wąwozem do czarnej plaży. Tu też widoki doskonałe. Wróciłem do Vestmanna, bo o 14:15 miałem rejs po klifach. Na statku bujało nieźle, ale klify wysokie na nawet 600 metrów są przepiękne. Dzień skończyłem w Kirkjubour oglądając zabytkowy kościół i w Torshavn.

Dzisiaj ruszyłem w stronę Eidi. Krótki trek pozwolił znowu zobaczyć te same ostańce co wczoraj. Potem wspiąłem się na najwyższy szczyt Wysp Owczych Slaettaratindur. Było ciężko, ale jakoś dałem radę :). Widoki z góry niezapomniane... Następnie ruszyłem do Gjogv, gdzie jest piękna naturalna zatoka oraz poszedłem szlakiem na górę podziwiać widoki na Kalsoy. Potem dojechałem aż do Leirvik zatrzymując się co chwilę i robiąc zdjęcia. Było wspaniale.

10.9.2021, Hiszpania

Sierpniowe wakacje spędziliśmy rodzinnie w Hiszpanii. Podróż z 4 miesięcznym maluchem była nie lada wyzwaniem, ale daliśmy radę. Tempo oczywiście było bardzo spokojne, ale i tak się udało zobaczyć sporo. Najpierw spędziliśmy kilka dni w Madrycie, gdzie zobaczyliśmy wszystkie ciekawe miasteczka z listy Unesco - Aranjuez, Toledo, Segovia, Escorial. Szczególnie Segovia robi świetne wrażenie z ich akweduktem.

Następnie ruszyliśmy w stronę wybrzeża do Torrevieja. Generalnie nie lubię takich typowo turystycznych miejsc, ale mieliśmy spore mieszkanie i było całkiem ok. Wybraliśmy się przy okazji do Kartageny i zobaczyliśmy flamingi.

Kolejnym przystankiem była wspaniała Walencja. Architektura robi wrażenie. Także stara część miasta jest super, choć częściowo w remoncie.

Poprzez Teruel (kolejne magiczne architektonicznie miejsce), dojechaliśmy do Cuenca. Tam jest fantastyczne stare miasto położone na zboczu kanionu. Koniecznie to miejsce trzeba odwiedzić.

Podróż zakończyliśmy w Madrycie. Po drodze zobaczyliśmy uniwersytet w Alcala, a ostatni dzień wzięliśmy już na luzaka odpoczywając i spacerując po Madrycie.

12.7.2021, Mołdawia, Naddniestrze i Gagauzja

W 2006 roku mieliśmy pecha i w Odessie nie mogliśmy wsiąść w marszrutkę do Tiraspola. Wsiedliśmy w bezpośredni autobus do Kiszyniowa, który omijał Naddniestrze od południa. Tak mi wisiało to Naddniestrze jako jedyne nieodwiedzone miejsce w regionie. Doszła do tego mniej znana Gagauzja - też autonomiczny region Mołdawii. Postanowiłem zatem kiedyś zapolować na tanie przeloty LOT i zrobić sobie długi weekend by te dwa miejsca zobaczyć. W jednych z promocji zimowych udało mi się trafić za 220 złotych.

Z lotniska od razu złapałem marszrutkę do Benderów. Przywitała mnie ściana deszczu, a później mogłem samotnie oglądać pięknie odnowiony zamek. Potem pojechałem do Tiraspola pooglądać trochę zabytków z czasów komunizmu, w tym czołgi i inne ciekawe rzeczy. Udało się też złapać marszrutkę do Kickanów, gdzie jest przepiękny kompleks klasztorny.

Kolejnego dnia pojechałem do Komrat. W Gagauzji za bardzo nic nie ma - jedna cerkiew, muzeum etnograficzne i pomnik Lenina. W godzinkę można obskoczyć. Koniec dnia spędziłem w Kiszyniowie, który sporo na plus się zmienił przez ostatnie 15 lat. Dalej jednak tanio :)

Archiwum
2021 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2020 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2019 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2018 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2021 Piotr Wasil