13.1.2018, styczeń

Nowy Rok nie zwalnia. Zajęty jestem uzyskiwaniem odszkodowań za odwołane przeloty na Karaibach od Air Caraibes oraz Air France. Ponadto, Miles and More dzwoniło do mnie, że moje loty powrotne z Porto Alegre zostały przesunięte. Udało mi się wywalczyć powrót z mojej podróży na Antarktydę przez Buenos Aires, co mi znacznie ułatwia podróż powrotną, ale ciężko będzie zahaczyć o Urugwaj.

15-18 styczeń jestem w Eindhoven w podróży służbowej, i pewnie wrócę tam jeszcze raz w lutym. Poza tym, szukamy czegoś na weekend majowy. Islandia może być jeszcze trochę zbyt zimowa. Opcją też jest Azerbejdżan, ale chciałbym połączyć z Iranem na jakieś 2 tygodnie. Po głowie chodzi mi też Kirgistan/Uzbekistan, ale ciężko z lotami. Tak samo z Mauretanią i Saharą Zachodnią. Chciałbym także zapolować na Azory. Szkoda, że sezon czarterowy kończy się w marcu, więc wiele pięknych kierunków odpada, z uwagi na mój wyjazd na Antarktydę. Liczę jednak, że coś się trafi.

28.12.2017, Gwadelupa

Ostatniego, jak się nam wydawało dnia na Gwadelupie, zaczynamy od zwiedzania Grande Terre. Najpierw na wschodni kraniec wyspy Pointe des Chateaux, gdzie jest po prostu przepięknie. Strome skały, widoki na pobliskie wysepki, klify, ogólnie jest super i spędzamy tu ze 2 godziny. Można wynająć loty małym helikopterem, ale tylko dla jednej osoby jest miejsce, więc nasz synek sam by nie mógł polecieć. Następnie jedziemy na północny kraniec do Pointe de Grande Vigie, gdzie też są super klify i widoczki, choć trochę mniej spektakularne niż na wschodzie. Widzieliśmy jak idzie burza od oceanu i musieliśmy szybko uciekać do samochodu. Potem jedziemy na Basse Terre do Deshaies, ale nic ciekawego. Potem pod Pigeon Island na zachód słońca. Dostajemy w międzyczasie sms, że nasz lot jest o godzinę opóźniony.

Gdy czekaliśmy na przelot to usterka techniczna dalej nie była usunięta. Przekładano wylot na północ, potem na 1 w nocy, a o 2 w nocy w końcu zdecydowali, że lot odwołują. Ponad 300 osób rzuciło się na bagaże i obsługę. Na szczęście byłem jednym z pierwszych i szybko wywalczyłem hotel. Jeszcze autobus i o 4 rano położyliśmy się spać. Nowy przelot miał być na 17. Przyleciał nowy samolot po nas. W końcu o 18.30 dopiero wylecieliśmy i znowu myślałem, że pogrzebaliśmy przesiadkę. Na Orly biegiem udało się zdążyć na autobus, a na CDG byliśmy 40 minut przed odlotem. Udało się zdążyć i o 12 wylądowaliśmy w Warszawie. Długo więcej nie polecę Air France.

25.12.2017, Gwadelupa

Z lotniska wiozą nas z powrotem do Roseau do hotelu Fort Young, najlepszego miejsca na Dominice. Hotel jeszcze odnawiają po huraganie, ale nasz pokój jest super. Idziemy też na świetną kolację, bo w tym hotelu jedzenia jest pod dostatkiem, a że linia lotnicza płaci to można poszaleć. Rano tak samo na śniadaniu i o 9.30 wyjeżdżamy na lotnisko. Nasz lot jest o 12.15 i tym razem odlatujemy o czasie. Lot trwa 15 minut, a tyle zachodu z jego odwołaniem. Bierzemy samochód z Keddy (Hyundai i20) i jedziemy obok do Carrefoura coś zjeść i kupić jedzenia na najbliższe 2 dni, bo przecież święta.

Na miejscu spotykamy się z kobietą i omawiamy wszystkie warunki z pomocą translatora z ipada :). Mamy pokój w budynku wakacyjnym, jest ciasno, ale jest kuchnia, taras i co trzeba. Idziemy jeszcze na wielki basen i oglądamy pobliską plażę. Dzisiaj pojechaliśmy na drugą część - Basse Terre. Najpierw do jednego wodospadu Moreau, gdzie asfaltowa droga przerodziła się w kamienistą. Trochę jechaliśmy, ale w końcu postanowiliśmy zawrócić. Niestety podczas powrotu ześlizgnąłem się z krawędzi drogi i przerysowałem bok samochodu o niski betonowy murek. Oj będą problemy. Jedziemy dalej do wodospadu Corbet. Tu zostawiamy samochód i idziemy 30 minut na szlak. Wodospad jest bardzo ładny, ale nie da się podejść pod niego samego. Gdy dochodzimy do parkingu, z punktu widokowego odsłania się drugi wodospad, bo to są dwa jeden nad drugim. Reszta wulkanu niestety jest pod chmurami. Jedziemy mimo to dookoła do drogi na wulkan i tam też idziemy szlakiem 30 minut. Dochodzimy do miejsca, gdzie zaczynają się chmury i wracamy. Szkoda widoków. Można jednak popatrzeć w stronę morza i to wygląda super. Wracamy 100 km na kwaterę i resztę wieczoru spędzamy tutaj. Jutro jeszcze cały dzień zwiedzania i o 21.30 wracamy do domu.

24.12.2017, Dominika

Na Dominice lądujemy o 10 rano. Dużo obiecywałem sobie po tej wyspie, jednak huragan Maria zostawił na niej 3 miesiące temu totalne spustoszenie i nawet nie wiedzieliśmy czy uda się coś zobaczyć. Jeszcze miesiąc temu jak sprawdzałem noclegi to był komunikat, że wyspa nie przyjmuje turystów. Z lotniska miał nas odebrać kuzyn właściciela apartamentu, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg, jednak nikogo nie było. Dzwonię więc i gościu się pomylił, bo myślał, że odwołałem nocleg. Odwołał jednak ktoś inny. Bardzo przepraszał i powiedział, że już kuzyna wysyła. Czekaliśmy na niego 1.5h do 12. Powiedział, że w zamian będziemy mieli jego mieszkanie za darmo.

Już przy lotnisku widać było niszczycielską siłę huraganu. Wszystkie drzewa miały oberwane korony i liście, zostały tylko pnie. Wyglądało to strasznie. Jadąc 1.5h do naszego apartamentu, byliśmy w totalnym szoku. Dominika to dżungla, a nie widzieliśmy żadnego normalnego drzewa, wszystko wyłamane. Przy drogach pełno kamieni i błota, mosty pozrywane, kable od elektryczności wiszące i leżące, słowem, krajobraz rozpaczy. Pomimo 3 miesięcy od huraganu, dużo nie zostało naprawione. Elektryczności poza stolicą i drugim głównym miastem dalej nie ma. W naszym domu chodzi generator i powiedzieli, że prąd naprawią może za pół roku.

Wynajmujemy samochód od właścicieli za 50$/doba i jedziemy do stolicy. Tutaj już trochę jest ogarnięte, ale dalej widać zniszczenia. Ogólnie jest bardzo afrykańsko. Nie mogliśmy znaleźć nigdzie otwartej restauracji. Jak coś było otwarte to nie mieli jedzenia, a tylko picie. Znaleźliśmy jedną, gdzie było mnóstwo ludzi i nie było menu. Serwowali kilka rzeczy co było. Poszliśmy jednak obok do jakiejś pizzerii. Chciałem wybrać pizzę, roti lub kanapki, ale pani powiedziała, że mają tylko kilka pizz na kawałki i można tylko je brać. Wzięliśmy zatem co było i zjedliśmy. Brak jedzenia to zatem drugi problem. Potem nam właściciel opowiadał, że przed i po huraganie była godzina policyjna, bo ludzie kradli ze sklepów i wynosili wszystko co się dało.

Następnego dnia rano ruszyliśmy na zwiedzanie. Zaczęliśmy od Emerald Lake Pool. Jakoś udało się tam dojechać, ale na miejscu zastała nas zamknięta brama. Przeszliśmy jednak bokiem i szlak pod wodospad był trochę oczyszczony. Na tyle, że udało się dojść na sam dół. Wodospad ma kilkanaście metrów i spada do naturalnego basenu, gdzie zapewne można się wykąpać. My jednak poprzestaliśmy na widokach. Cała dżungla obok była totalnie zniszczona i wszystko robiło przygnębiające wrażenie.

Następny przystanek to Trafalgar Falls. Nie ma żadnych znaków i mapka prowadziła po strasznych dziurach, ale w końcu dotarliśmy. Na miejscu 3 osoby sprzątały parking, był też pan rozdający ulotki. Mówił, że już się prawie ogarnęli, została do sprzątnięcia tylko lawina błotna. Trafalgar Falls robią wrażenie. Są to dwa spore wodospady przedzielone pionową skałą. Jeden nazywa się tata, drugi mama. Podziwiamy przez chwilę i wracamy. Niedaleko jest Titou Gorge, wąski wąwóz, przez który można przepłynąć pod wodospad. Nawet chciałem przepłynąć, ale woda była dość zimna i było głęboko. Tutaj też zaczyna się szlak na Boiling Lake, czyli słynne gotujące się jezioro. Szlak ma 3h w jedną stronę i trochę żałuję, że go odpuścimy. Przeszedłem 10 minut w górę by porobić kilka zdjęć wąwozu, ale ciężko było coś zobaczyć, ze względu na powalone drzewa.

Po obiedzie w KFC i pizzerii, gdzie znowu były dzikie tłumy, pojechaliśmy na południowo-zachodni kraniec wyspy do Scott’s Head. Tam to dopiero widać masakrę zniszczeń. Cała wioska jest totalnie zniszczona. Rozmawiałem trochę z mieszkańcami i powiedzieli, że to bardziej woda niż wiatr dokonała zniszczeń. Pytałem się czy nikt nie pomaga sprzątać, a oni, że przecież jest posprzątane. Szok, bo była tam totalna rozpierducha. Samo Scott’s Head to wyspa, która została połączona groblą z lądem. Z góry rozpościera się przepiękny widok na poszarpane wybrzeże Dominiki.

Ogólnie szok, że wszystko jest tak zniszczone.

Drugiego dnia jedziemy na spokojnie do Portsmouth, drugiego największego miasta. Obok jest Fort Shirley, który jest bardzo dobrze zachowany. Rozpościera się stąd piękny widok na zatokę. Chcieliśmy przejść szlakiem, ale wszystko było zarośnięte. Powoli wracamy do naszego apartamentu, pakujemy się i o 14.30 wyjeżdżamy na lotnisko. O 16 tam jesteśmy. Odprawa przebiega spokojnie i czekamy na samolot. O 17, gdy mieliśmy odlatywać, przyszła pani i powiedziała, że nasz lot jest odwołany... Eh...

Pakujemy się zatem w busa i jedziemy 1.5h z powrotem do Roseau do Fortu Young, najlepszego hotelu w Roseau. Jemy sporą kolację i dopiero jutro o 13 mamy odlot. Udało mi się przełożyć samochód na Gwadelupie, ale po francusku z właścicielką apartamentu nie udało mi się dogadać. Ani słowa nie mówiła po angielsku. Zobaczymy czy nie będzie problemów jutro.

21.12.2017, Barbados

Po wspaniałych kilku godzinach na Saint Vincent, wsiedliśmy w małego ATR linii LIAT na Barbados. Po 45 minutach wylądowaliśmy na płaskiej jak się z góry wydawało wyspie. Lotnisko jest tu dużo większe niż na innych wysepkach, widać m.in. jumbo jety British Airways, zwiastujące chmary hotelowych turystów. Odbiera nas z lotniska właściciel naszego apartamentu i jedziemy najpierw do sklepu, a potem do jego miejsca. Ruch jest lewostronny, a poza tym czujemy się jak w USA, np. jak na Guam. W oczy rzucają się też nowe osiedla domków z betonu, odporne na huragany. Ohydztwo.

Do apartamentu zajeżdżamy już po zmroku i niestety mimo dobrych ocen na bookingu, jest dość brudno. Pościel czysta, ale kibel, prysznic i kuchnia dość lepiąca. No nic, jakoś dwa dni przeżyjemy. Właściciel zabiera nas jeszcze do Oistins na grillowaną rybę. Knajpa jest ala fast food – pan stoi i grilluje, siada się przy stołach z ceratą i je z plastiku. Natomiast jedzenie jest super i kosztuje 15$ za danie, więc dość przystępnie.

Następnego dnia o 8.30 rano przyjeżdża umówiony wcześniej samochód ze Stoutes. Gościu jest punktualnie. Za małe Kia płacimy z ubezpieczeniem prawie 100$. Drogo. Zbieramy się i jedziemy najpierw do Harrison’s cave. Jest dość pusto, płacę w kasie za bilety i dopiero się zorientowałem, że to prawie 300 złotych. Zabolało. Show też typowo amerykańskie. Najpierw oglądamy film o tym jak powstał Barbados i wyspa. Geneza jego jest inna niż pozostałych Wysp Zawietrznych, które mają pochodzenie wulkaniczne. Barbados ma pochodzenie sedymentacyjne i został wypiętrzony. Do jaskini zabiera nas melex, gdzie wychodzi kilkanaście osób. Po jaskini jeździ się zatem samochodzikiem, a nie chodzi pieszo jak po każdej innej. Formacje skalne są jednak w wielu miejscach bardzo imponujące i stwierdziliśmy na koniec, że trochę się obrobiła i nie jest to strata pieniędzy.

Po jaskini pojechaliśmy na północ na sam kraniec do Animal Flower cave. Wybrzeże tutaj jest poszarpane, strome i są ogromne fale. Wszystko ogólnie robi fantastyczne wrażenie i spędzamy tutaj trochę czasu chodząc po wybrzeżu. Potem przemieszczamy się na wschodni kraniec wyspy i zatrzymujemy w kilku miejscach widokowych. Drogi są tu bardzo złe, jedzie się często po 40 km/h. Ogólnie na Barbadosie poza główną drogą na południu reszta jest w fatalnym stanie. Ciekawe wybrzeże jest też na Batsheba oraz przy East Point Lighthouse.

Po południu zajeżdżamy jeszcze do Oistins i jedziemy południową drogą do stolicy. Chcieliśmy zobaczyć fort, ale Hilton zabudował tam całe wybrzeże. Stolicę celowo omijamy, bo to tylko korki.

Rano lecimy na Dominikę. Barbados jest ok, ale trochę mniej ciekawy niż wyspy, które do tej pory widzieliśmy.

Archiwum
2018 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2018 Piotr Wasil