4.11.2018, Bristol, Anglia

Ostatni dzień długiego weekendu rozpocząłem od zwiedzania docków w Gloucester. W niedziele rano zawsze jest pusto, więc miałem docki dla siebie. Fajnie to wygląda - ceglane magazyny dookoła kanałów. Kiedyś służyły jako magazyny dla zboża, a dziś jest to atrakcja turystyczna. Zobaczyłem jeszcze katedrę, podobną do tej w Worcester i ruszyłem do Bath. Tam niestety zaczął się prawdziwy bath, bo deszcz zaczął mocno padać. Miasteczko ogólnie jest super i w czasach rzymskich służyło jako jedna wielka łaźnia. Nie udało mi się jednak wejść do głównego budynku bo jeszcze było zamknięte. Bilet za 16,5 funta pewnie by jednak i tak mnie ostudził, a tak miałem wymówkę. Pojechałem więc dalej, do Glastonbury, które jest słynne z festiwalu. Są tu także ruiny opactwa, ale znowu wstęp masakrycznie drogi, no i pada deszcz...

Zbieram się zatem dalej, do wąwozu Cheddar. Tu to już prawdziwa ulewa. Wąwóz fajny, ale dołem leci normalna droga asfaltowa. Można wejść szlakiem na górę i z góry podziwiać, ale wejście na szlak to aż 20 funtów! Zgłupieli ci anglicy.

Pojechałem zatem do Bristolu na słynny most wiszący. Przestało padać, więc zrobiłem sobie spacer po moście. Widok z niego jest super. Na koniec jeszcze pokręciłem się trochę po centrum i zebrałem się na lotnisko.

Ogólnie weekend bardzo udany. Tylko ostatniego dnia dopadła mnie angielska pogoda.

3.11.2018, Walia

Pobudka jak zwykle po 6 i przed świtem byłem w drodze. Do Walii wjechałem mostem od strony Bristolu i niestety musiałem zapłacić 5.6 funta za przejazd. Najpierw pojechałem do Tintern Abbey, gdzie są ruiny opactwa. Chyba byłem jednak za wcześnie, bo wszystko było pozamykane na 4 spusty. Pooglądałem więc z zewnątrz i pojechałem do Cardiff. Tam interesował mnie zamek. Z zewnątrz i w środku wygląda fajnie, ale kosztuje aż 13 funtów. Pooglądałem ile można i się zawróciłem. Pochodziłem jeszcze po centrum, kupiłem kanapkę w Subwayu i pojechałem do parku narodowego Brecon Beacons. Tu chciałem się przejść szlakiem 4 wodospadów. Zabrałem się na lekko tylko z aparatem i ruszyłem. Najpierw ostra wspinaczka, a potem idzie się fajnie polanami. Dookoła jesienne kolory i ogólnie bardzo ładnie. Po 50 minutach dochodzę do pierwszego wodospadu. Nie wiem jak się nazywa, bo nazwy są walijskie i ciężko to wymówić czy napisać. W każdym razie był ładny. Szlak prowadził z tyłu wodospadu, więc trzeba było trochę nasiąknąć wodą. Następnie ścieżką w dół doszedłem do drugiego wodospadu. Tu grupka wariatów skakała z góry do wody. Trudno chyba ich inaczej nazwać ;-). Trzeci i czwarty wodospad też fajny i po 2h zakończyłem szlak. Trzeba było jednak jeszcze dojść 5 km asfaltem do samochodu. Jechało kilka samochodów z parkingu, ale nikt nie chciał mnie zabrać na stopa. W ekspresowym tempie chyba przeszedłem w 45 minut.

Jechać na koniec Walii już mi się nie chciało, tym bardziej, że zaczynał siąpić deszcz. Pojechałem więc powoli w stronę hotelu w Gloucester. Miałem jednak jeszcze trochę czasu, więc podjechałem pod zamek w Eastnor. Ten jednak też był zamknięty. Ruszyłem się zatem do Worcester obejrzeć wspaniałą tutejszą katedrę. Do hotelu zajechałem już sporo po zmroku.

2.11.2018, Kornwalia i Wyspy Scilly, Wielka Brytania

Na tydzień przed długim weekendem listopadowym na szybko rozglądałem się gdzie polecieć i jedyna sensowna cenowo opcja to był Bristol. W sumie fajnie, bo Walię planowałem od dawna. Zarezerwowałem samochód na 3 doby za czapkę gruszek oraz noclegi za punkty w Holiday Inn i zastanawiałem się nad planem. Rzutem na taśmę kupiłem jeszcze przelot z krańca Kornwalii na wyspy Scilly, bo w sumie nigdy tu raczej nie wrócę.

Nie znoszę Modlina i Ryanaira, ale mają tanie loty i zawsze byli punktualni. Tak też docieram do Bristolu i idę odebrać samochód. Dostaję Renault Captura i tego dnia tylko dojeżdżam do hotelu i idę spać.

Pobudka o 6 i o 6:25 już byłem na śniadaniu. 6:40 zacząłem skrobać samochód - zapowiada się piękny dzień, bo skoro jest mróz to będzie piękne słońce. Tak też było. Najpierw dojechałem szybko do zamku Tintagel, ale niestety był zamknięty i nie dało się nawet przez bramkę przeskoczyć. Obejrzałem więc piękne wybrzeże dookoła i pojechałem dalej. Następny przystanek to Bedruthan Steps, czyli znowu piękne wybrzeże z poszarpanymi skałami. Spędziłem tu chwilę czasu i ruszyłem na kraniec Kornwalii, czyli do Lands End. Po drodze zahaczyłem jeszcze o Porthcurno - Kornwalia to przede wszystkim piękne wybrzeża. Chciałem zostać chwilę dłużej na Lands End, ale sam parking to 4 funty... Pojechałem więc na lotnisko, bo mój lot na Scilly już się zbliżał. Musiałem nadać nawet mój mały plecaczek. Zabrałem tylko aparat i obiektyw w rękę i wsiedliśmy do 17-osobowego Twin Ottera. Lot trwał 15 minut.

Na Scilly miałem 3h. Zrobiłem spacer przez większą część wyspy. Czas się tu zatrzymał. Jest fajna ścieżka nabrzeżem, gdzie znowu oglądam piękne skałki i poszarpane wybrzeże. Na koniec zaglądam do głównego miasteczka, ale właściwie to nic się tu nie dzieje. Spacerkiem między polami wracam na lotnisko. Z powrotem leciałem już Islanderem. Było nas tylko 4 osoby, a sam samolot mieści 9 osób. Przeżycie ciekawe, prawie jak Cessna, którą kiedyś lecieliśmy w Wenezueli i Peru. Dotarłem już jak się zmierzchało, a jeszcze musiałem przejechać 250 km do hotelu. Dałem sobie nieźle w palnik dziś.

Jutro Walia.

8.10.2018, Oktoberfest

Dawno nie byłem dwa tygodnie z rzędu w podróży służbowej. Najpierw było Monachium, gdzie w czwartek wieczorem mieliśmy zarezerwowany stolik na Oktoberfest. Nigdy wcześniej tam nie byłem, więc chciałem skonfrontować rzeczywistość z opowieściami. Kompleks jest ogromny, a w nim oprócz namiotów jest ogromne wesołe miasteczko. Trochę chodzimy zwiedzać i o 18:30 wpuszczają nas do naszego namiotu. Mamy stolik na 10 osób i jest dość ciasno. Z górnej sceny zaczyna się muzyka, a my mamy najpierw wielką tacę przekąsek i oczywiście specjalne piwo, o lekkim posmaku miodowym, w litrowym kuflu. Pierwszy litr znika szybko, tak jak i przekąski. Potem ląduje wielka taca z pieczonym kurczakiem, kluski śląskie i surówka. Znika też drugi kufel piwa. Deser odpuszczam i biorę trzeci kufel. Jak zrobiło się wszystkim wesoło, to zaczęli śpiewać i tańczyć na ławkach (na stołach nie wolno). Ogólnie atmosfera super, nie wiadomo czy od muzyki, od piwa, od towarzystwa, czy od wszystkiego na raz. O 23 wszyscy muszą wyjść i my też wracamy do hotelu.

11.9.2018, Kalkuta, Indie

Całą noc i cały czas do mojego wylotu do 11 rano padał deszcz, więc miałem mega szczęście, że Tigers Nest odwiedziłem dzień wcześniej. Nie wyobrażam sobie tej stromej wspinaczki w błocie. Po 80 minutach lotu byłem w Kalkucie. Miejsca do zostawienia bagażu nie ma, więc na mojej 7h przesiadce miałem nadzieję go nadać już na lot. Udało się bezproblemowo, ale nie mogłem wyjść z lotniska przez te głupie ich kontrole. Dopiero pracownik linii musiał mi zrobić check-out i mogłem zejść na dół by złapać pre-paid taxi do centrum. Plan był by dojechać do Victoria Memorial, pokręcić się po mieście i wrócić. Sam memorial był zamknięty, bo poniedziałek, ale można było wejść na ogrody i porobić zdjęcia. Budynek robi spore wrażenie i jest przeogromny. Obchodzę go dookoła. Potem idę do Katedry św. Pawła, która też jest pozostałością po Anglikach. Najciekawsze jednak w Indiach jest życie uliczne, więc gubię się w okolicznych uliczkach i robię ukradkiem zdjęcia. Sprzedaje się tu wszystko i ogrom ludzi, zapachów (i smrodu) przytłacza. Zaglądam jeszcze na grilla do jednej z tutejszych lepszych knajpek i zbieram się z powrotem na lotnisko. Łapię bardzo starą taksówkę i jadę wolno ulicą, po której jeżdżą chyba 50-letnie trolejbusy! Trochę szok je tu widzieć. Tory są tak sfatygowane, że chyba szybciej by się pieszo szło.

Lot do Bombaju trwał tylko 2h. W Bombaju szybko załatwiam sprawy lotniskowe i idę do saloniku na prysznic i masaż stóp. Lufthansa na bramce upgrejduje mnie do premium economy, więc podróż do Monachium przebiega mi przyjemnie. Potem jeszcze LOT i jestem w Warszawie po 22h podróży.

Archiwum
2018 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2017 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2016 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2015 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2014 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2013 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2012 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

top

© 2018 Piotr Wasil