Moje Przeloty
Odwiedzone Kraje

Chorwacja

14 sierpnia 2000 równo rok od czasu pierwszego wyjazdu, po raz drugi pojechałem do Chorwacji. Tym razem postanowiliśmy zwiedzić całe wybrzeże włócząc się po campingach. Postanowiliśmy zacząć od samego południa i Dubrownika. Aby skrócić maksymalnie podróż postanowiliśmy jechać przez Bośnię. Wiele obaw, które słyszałem o tym kraju miało częściowe potwierdzenie. Jednak jeżeli jest to tylko kraj tranzytowy to można śmiało jechać. Północna Bośnia i Sarajewo robią niesamowite wrażenie (zburzone domy). W końcu po długiej podróży (ponad 1400 km) dojechaliśmy do miejscowości Orasac 20 km przed Dubrownikiem. Zatrzymaliśmy się na największym tamtejszym campie – Rudine. Camping jest świetny. Jego opis możesz znaleźć w kategorii noclegi. Następnego dnia wybraliśmy się do Dubrownika. Stare miasto za murami robi niesamowite wrażenie. Szczególnie jak się wyjedzie za miasto to pięknie widać jego panoramę z magistrali adriatyckiej. Następnego dnia postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę na Korculę. Po drodze na półwyspie Peljesac jest kilka ciekawych miejsc. W miejscowości Ston są świetnie zachowane mury. Morze od strony lądu jest bardzo ciepłe (wchodzi się jak do wanny), no i jest kilka plaż piaszczystych. Prom wypływał z Orebica. Jest to duża miejscowość wypoczynkowa z ogromną ilością turystów. Na Korculi zresztą jest podobnie. Samo miasto Korcula znane jest z tego, że urodził się tu Marco Polo. Jest tu jego dom. Na wyspie jest niestety drożej niż na lądzie. Po trzech dniach spędzonych w Orasacu postanowiliśmy wyjechać dalej na północ. Za cel wyznaczyliśmy camping za Splitem. Miała to być miejscowość Kastel Stari, ale nie było tam nic ciekawego. Po drodze na kilka godzin zatrzymaliśmy się w Makarskiej. Riwiera jest przepiękna z górującymi tu szczytami. Samo miasto ma wielką i zapchaną plażę. Woda przez to jest bardzo zmącona. Jest tu także duży pasaż gdzie można kupić wiele pamiątek. Po całodziennej podróży długo nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego campingu, aż w końcu zasięgnęliśmy języka w jednym z hoteli gdzie polecono nam camp w Seget-Vranjicy. Jest to miejscowość 4 km za Trogirem. Tutaj byliśmy 5 dni i zwiedziliśmy Salonę (ruiny z II w. n.e.), Split (Pałac Dioklecjana i starówka jest przepiękna) oraz Trogir (także piękne stare miasto). Do Trogiru szliśmy piechotą wzdłuż wybrzeża i non stop były jakieś atrakcje. My się 2 razy daliśmy namówić na przejażdżkę skuterem wodnym. Przeżycie jest naprawdę niezłe! Po kilku mile spędzonych dniach trzeba było dalej się wynosić. Postanowiliśmy poszukać jakiegoś campu w północnej Dalmacji, ale wcześniej zwiedzić wodospady na rzece Krka. Wodospady niestety nie zrobiły na nas zbyt wielkiego wrażenia, są przede wszystkim za małe. Po krótkim ich zwiedzeniu pojechaliśmy do Sibenika i dalej na północ. Za Sibenikiem jest piękny most na rzece Krka, z którego jest przepiękny widok na miasto i okolicę. Nawet z mostu można wykonać bungie-jump za cenę 150 kun! Porozmawialiśmy kilka chwil z instruktorami od bungie i oni polecili nam camp na wyspie Murter, ponoć jest tam pięknie. No i rzeczywiście mieli rację. Zatrzymaliśmy się na największym campie na wyspie: Jezera-Lovisca. Byliśmy tam kilka dni i pooglądaliśmy sobie całą wyspę dookoła. Świetne widoki są przede wszystkim na pełne morze i widać stąd archipelag Kornati. Mogliśmy się wybrać na wycieczkę po tamtejszym parku narodowym, ale ze względu na wysoką cenę nie skorzystaliśmy. Kolejnym punktem naszej wycieczki miała być wyspa Krk, na której byłem poprzedniego lata. Przy wyjeździe z Murtera postanowiliśmy się rozdzielić. Jeden z nas pojechał magistralą przez Zadar i pasmo Velebit, a reszta z nas pojechała przez Plitvice, gdzie przez kilka godzin zwiedzaliśmy ten przepiękny park narodowy wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Na Krku znowu się spotkaliśmy. Na wyspie pozwiedzaliśmy właściwie te same miejsca co przed rokiem. Miły był ten powrót, ta wyspa jest naprawdę przepiękna. Po 2,5 tygodnia zwiedzania i ponad 4000 km postanowiliśmy wracać do Polski. Pozostała do zwiedzenia jeszcze Istria, ale ją pozostawiam sobie na kiedy indziej...

Designed by Piotr Wasil written in PHP by Marcin Lubojański. All rights reserved.