Moje Przeloty
Odwiedzone Kraje

ZEA

Przez jakiś czas podróże służbowe odbywałem w te same miejsca, więc możliwość pojechania do Dubaju, nawet w czerwcu powitałem z radością. Miałem być na spotkaniu tylko jeden dzień, lecz przy tak krótkich podróżach na inny kontynent bilety lotnicze są bardzo drogie. Postanowiłem mieć cały dzień wolny przed i po spotkaniu i dzięki temu bilet w SWISS kosztował jedynie 1700zł. Noclegi zarezerwowane zostały po 60 euro w 3 gwiazdkowym hotelu niedaleko biura, który przy okazji załatwił mi wizę.

W sobotę 5 czerwca po 8h lotu z przesiadką w Zurichu dotarłem do Dubaju. Przelot pięknym Airbusem A330-300 zleciał szybko. SWISS trzyma także jakość serwisu (nie leciałem z nimi na inny kontynent ponad 2 lata). Przy lądowaniu w nocy warto siedzieć przy oknie i podziwiać oświetlone miasto. Na lotnisku miała czekać na mnie wiza, za którą ponoć miałem zapłacić. Jako, że na przylotach nie ma żadnego bankomatu to musiałem wejść do strefy tranzytowej. Lotnisko robi wrażenie, ale ja biegłem szybko do bankomatu wyciągnąć kasę i z powrotem do hali po wizę. Nie chcieli mnie wpuścić z powrotem, ale powiedziałem, że nie mam wizy. Zasadniczo jakbym chciał to i bez wizy bym mógł opuścić lotnisko. Gdy wróciłem do punktu odbioru okazało się, że wizę mogłem odebrać nie płacąc za nią. Potem czekała kolejka do skanowania siatkówki, gdzie było ok. 30 młodych Polaków, następna kolejka do odprawy paszportowej i po godzinie od przylotu mogłem w końcu wyjść na zewnątrz. O 22 temperatura i wilgotność dalej była masakryczna, więc z przyjemnością wsiadłem do klimatyzowanej taksówki. Długa jazda do Knowledge Village okraszona była przejazdem przez główną 6-pasmowa arterie miasta, gdzie podziwiałem wszystkie te piękne dzieła architektury oświetlone. Widziałem tez najwyższy budynek świata oraz hotel-łódkę. Za 25km przejazdu taksówką zapłaciłem niecałe 70zł – tanio. Hotel okazał się spoko, ale nie było cieplej wody i jeszcze po 23-ciej mi naprawiali.

Następnego dnia wstałem przed 7, prysznic, śniadanie i ruszyłem piechotką na metro niedawno otwarte. Z mapy wynikało że to blisko, ale szedłem ponad 15 min. Metro tutaj zbudowane jest na estakadach, a przejścia i stacje są klimatyzowane. Kupiłem bilet do centrum i jechałem z pół godziny oglądając te same budynki tym razem z metra. Potem jeszcze autobus i piechotka na dworzec autobusowy Autobusik do Al Ain już czekał, ale czekaliśmy na komplet pasażerów. Kierowca kazał jeszcze porozkładać dodatkowe foteliki w przejściu i tak jechaliśmy ciaśniej niż w wielu mniej rozwiniętych krajach. Cena 20dh i 2h jazdy. Droga do Al Ain to 3-pasmowa autostrada i budują jeszcze jedną jezdnię, więc pewnie będzie jeszcze szersza. W samym mieście po pokonaniu kilkunastu rond dojechaliśmy do dworca. Pogoda masakra, po 2 minutach ma się wszystkiego dość, ale coś trzeba było przecież zobaczyć. Najpierw poszedłem jednak do knajpy dla lokalesów coś zjeść. Wziąłem talerz z kupą ryżu i kurczakiem w środku, do tego woda i zapłaciłem poniżej 10zł. Nieźle. Pospacerowałem po gaju palmowym z postanowieniem dojścia do największej tutejszej atrakcji, czyli fortu. Lepiej iść wśród palm niż ulicą pomyślałem. Przeliczyłem się jednak bo ścieżki są tak pobudowane, że właściwie się zgubiłem. W pocie czoła po pół godziny spaceru w końcu doszedłem. Fort fajny, wstęp za darmo, ciekawe wystawy oraz urządzone pokoje w taki sposób jak kiedyś mieszkali tutejsi władcy. Na pewno warto tu spędzić z pół godzinki. Ponoć fajny widok jest z góry nad miastem, ale w tej temperaturze jakiekolwiek wspinaczki nie wchodziły w grę. Po 15 minutach spaceru wzdłuż ulicy wróciłem na dworzec. Jedyna chwila wytchnienia to wejście do sklepu. Na szczęście w każdym sklepie maja tu klimę więc można sobie wchodzić i chwilę odetchnąć ;-). Na dworcu czekał od razu autobus do Abu Dhabi, była dopiero 14, więc postanowiłem tam pojechać. Zapłaciłem 10dh i zająłem miejsce na samym końcu odpoczywając w mocnej klimatyzacji. Już wjeżdżając do Abu Dhabi widzi się fajne budynki, np. nowy biały Wielki Meczet robi ogromne wrażenie, no i krzywa wieża, którą buduje Hyatt – sugeruję sprawdzić zdjęcia w internecie. Juz jest na wykończeniu i będzie przeczyć prawom fizyki. W ogóle miałem wrażenie, że w Abu Dhabi dużo więcej się buduje niż w Dubaju. Wziąłem taksówkę i chciałem podjechać do największej atrakcji czyli Białego Fortu, ale taksiarz nie wiedział gdzie to jest. Musiałem go naprowadzać po okolicznych miejscach z przewodnika. Niestety fort ledwo widać zza ogrodzenia, bo remontują i nie można do niego wejść. Cholera co za pech, a zapowiadało sie fajnie. Pokręciłem się więc trochę po okolicy, ale że nie przepadam za oglądaniem w kółko wysokich budynków to pojechałem na dworzec i wziąłem autobusik do Dubaju. Pędziliśmy szybko 4-pasmowa autostrada aż wysiadłem przy największym centrum handlowym Dubaju - Mall of the Emirates. Pokręciłem się w nim trochę, ale ceny jak w Polsce, wiec nic specjalnego. Najciekawszą rzeczą tam jest słynna góra do jazdy na nartach. Nieźle to wygląda, kupa śniegu, -3 stopnie Celsjusza i mnóstwo ludzi sie bawi. Pewnie musza kupować kurtki tylko po to by do tego jednego miejsca wejść ;-). O 22 dotarłem do hotelu i myślałem jedynie o prysznicu.

Następnego dnia miałem cały dzień spotkania, a wieczorem uderzyliśmy do centrum Dubaju z planem by pójść do zwyklej restauracyjki indyjskiej z jedzeniem dla gastarbajterow. Jakby ktoś nie wiedział, to w ZEA 20% ludności to miejscowi i 80% to gastarbajterzy, głównie z Indii i Pakistanu, aczkolwiek z Dalekiej Azji tez jest trochę. Obywatele ZEA właściwie nie pracują, w naszym biurze na 25 osób nie ma żadnego obywatela ZEA – tylko przyjezdni. W indyjskiej restauracyjce pojedlismy super jedzenia, zamówiliśmy bardzo dużo rożnych potraw, żeby popróbować rożnych rzeczy i wyszło 120zl na 7 osób. Dubaj miał być drogi? ;-). Wtorek był moim ostatnim dniem i postanowiłem zwiedzić miasto za dnia. Najpierw wziąłem taksówkę, które są tu bardzo tanie pod hotel Burj Al-Arab. Najsłynniejszy hotel świata i jedyny 7 gwiazdkowy prezentuje się super, szkoda tylko że była tak masakryczna wilgotność, że widać go jak zza chmur. Obok było miasteczko wodne, ale nie stać mnie było na wejście. Odpocząłem chwilę w klimatyzowanym przystanku, wziąłem następną taksówkę i podjechałem pod Burj Khalifa - najwyższy budynek świata. Robi przeogromne wrażenie, aż szyja boli od patrzenia w górę. Następnie podjechałem nowym metrem do Bastakii, gdzie jest centrum starego Dubaju, które przypomina miasto arabskie. Niższa zabudowa, souki, knajpki, handel wszędzie. Nawet jest klimat. 5km dalej są wymyślne budynki wzdłuż głównej drogi, a tutaj takie fajne klimaty. Poszedłem do Dubaj Muzeum pooglądać świetne wystawy. Bardzo ładnie zorganizowane muzeum w forcie. Następnie wziąłem łódkę i za 1dh przeprawiłem sie na 2 stronę zatoki i pochodziłem po soukach - perfum, złota, itd. Tu juz trochę się mnie czepiali i zapraszali do sklepów. Wciskali zegarki, złoto, i-phony i inne pierdoły. Kupiłem sobie koszulkę za 8zl. Zjadłem znowu w hinduskiej restauracji i wróciłem do hotelu na prysznic. Musiałem się wymeldować do 16, by nie płacić za następną dobę. Wieczorem poszliśmy z kolegami z firmy do restauracji przy Burj Khalifa. Przechodziliśmy przez centrum handlowe Dubai Mall, gdzie akwarium jest tak wielkie, że żadne oceanarium w Europie nie powstydziłoby się takiego. Restauracja była super, w menu były tylko przystawki, natomiast główne dania wybierało się z ala baru. Były tam tylko ryby i owoce morza. Wzięliśmy sobie krewetki, kałamarnice, kraby no i kilka ryb. Na zewnątrz restauracji był widok na Burj Khalifa i co pół godziny water show. Robiło to wrażenie, fontanny wody tańczące w rytm muzyki, a wielkie to, że ciężko było wzrokiem objąć. Po kolacji czas było jechać na lotnisko, gdzie mój samolot odlatywał po 1. Przy odprawie dali mi zaproszenie do saloniku, gdzie napotkałem wielki bufet ze smakołykami. Po tej obfitej kolacji nie byłem jednak w stanie nic zjeść oprócz małego ciastka. Samolot był w ponad połowie pusty, więc rozłożyłem się na 3 fotelach i wyspałem się do rana.

Designed by Piotr Wasil written in PHP by Marcin Lubojański. All rights reserved.