Moje Przeloty
Odwiedzone Kraje

Londyn

Do Londynu wybrałem się pod koniec czerwca roku 2000, głównie po to by próbować coś zarobić i podszkolić swój angielski. Właściwie już wcześniej pracę miałem załatwioną w Holandii, lecz kolega namówił mnie na Londyn, bo oprócz korzyści finansowych można było właśnie podszkolić język. Załatwiliśmy sobie zaproszenia od znajomych z Londynu, kupiliśmy międzynarodowe karty studenckie oraz wzięliśmy zaświadczenia z dziekanatu potwierdzające nasz statut studenta i wyruszyliśmy rejsowym autobusem w 28-godzinną podróż. Bilet w 2 strony kosztował nas 555 zł. Nasłuchałem się wiele mitów o tym, jak angielscy oficerowie imigracyjni 'trzepią' na granicy i nie wpuszczają ludzi w razie jakichkolwiek wątpliwości czy jest to wyjazd tylko turystyczny. Ja jako student geografii miałem ułatwione zadanie. Trafiła mi się pani oficer i tak z nią zagadałem, że nawet nie spytała się mnie ile pieniędzy mam ze sobą. Sama podróż była bardzo męcząca jednak na promie można było się odświeżyć. Do Londynu zajechaliśmy na 11 i pierwsze kroki skierowaliśmy na metro by dojechać do stacji Hammersmith, gdzie niedaleko są polskie delikatesy oraz wielkie tablice z ofertami pracy i mieszkań. Oczywiście żadnej ciekawej pracy nie było, wszyscy jednak od razu chcieli sprzedawać nam jakieś ubezpieczenia. Na początku nie wiedzieliśmy o co w tym chodzi, jednak po dokładnym zapoznaniu się z sytuacją od razu z tego rezygnowaliśmy. Chodzi o to, że każdy pracujący legalnie w Anglii człowiek posiada ubezpieczenie i kartę potwierdzającą to. Można było taką kartę podrabianą kupić, oczywiście nie na własne nazwisko i z tym próbować szukać legalnej pracy. Koszt karty 100 funtów. Już sama cena nas skutecznie odstraszyła. Pod tym 'poskiem' zaczepił nas też jakiś Cygan i chciał wynająć dla nas pokój. Chciał jednak pieniądze za 3 tygodnie z góry. Jednak znowu to wielki wydatek dla nas i zrezygnowaliśmy. Wyglądał on na wielkiego kombinatora i radzę nie ufać żadnym Cyganom w Londynie. W końcu znajdujemy mieszkanie u 2 Polek, umawiamy się do ceny i jedziemy na Fulham Broadway by zobaczyć pokój. Wybieramy większy, w cenie 40 funtów za tydzień od osoby mamy do dyspozycji kuchnię, łazienkę i telewizor w pokoju. Przez cały pierwszy tydzień w Londynie szukaliśmy pracy. Najpierw jeździliśmy na ten 'Posk' by czytać ogłoszenia, ale to strata czasu. Raz stamtąd zabrał nas jakiś Anglik byśmy mu pomagali w ogrodzie. Na miejscu okazało się, że trzeba wyrwać wszystkie chwasty z kamienistej ziemi, a że słabo chciał płacić to nawet dnia tam nie chcieliśmy pracować. Jeden dzień przepracowaliśmy robiąc zakupy. Pewna grupa biznesmenów z Dalekiego Wschodu wykupywała damskie torebki i portfele w niektórych ekskluzywnych sklepach. Brali do tego formularz VAT i mogli odzyskać podatek na granicy i do tego u siebie w kraju sprzedawali z prowizją. Jako, że jedna osoba mogła odpisać VAT raz na pół roku to oni zatrudniali cudzoziemców do zakupów. Dawali pieniądze i 7% od ceny towaru. Im się droższy kupiło, tym więcej można było zarobić. Mnie udało się kupić we wszystkich trzech sklepach i zarobiłem w kilka godzin blisko 50 funtów. Przez następne kilka dni odwiedziliśmy ponad 200 knajp i kilkadziesiąt hoteli w poszukiwaniu pracy. Wszyscy chętnie by zatrudnili, ale nie na czarno. W końcu ja sobie darowałem. W niedzielę wieczorem oglądałem finał mistrzostw Europy w piłce nożnej, a Krzysiek z Grześkiem poszli dalej chodzić po barach. No i w końcu znaleźli pracę. Płatna była minimalne, ale zawsze coś. Ja przełożyłem sobie powrót na za tydzień i właśnie cały pozostałe 7 dni miałem na zwiedzenie miasta. Poruszanie się czymś innym niż metrem w Londynie nie ma sensu i mimo, iż kosztuje ono fortunę to szkoda czasu na autobusy. Te ostatnie jadą 2 godziny, a ta sama trasa metrem 10 minut. Całe centrum miasta przeszedłem w ciągu tego tygodnia praktycznie pieszo. Bardzo podobał mi się w szczególności Hyde Park - największy park w mieście i do tego w samym centrum. Znajduje się tu zbiornik wodny oraz kilka ciekawych pomników. Wszystkie inne atrakcje padły także moim łupem. Duże wrażenie robi Tower Bridge i sama twierdza Tower. O galerii narodowej, Opactwu Westminster czy parlamencie nie wspominając. Niestety wstępu do wszystkich muzeów są bardzo drogie i większość mogłem podziwiać tylko z zewnątrz. Bardzo ciekawe dla mnie było samo chodzenie po mieście, jego klimat jest naprawdę niezapomniany i śmiało można powiedzieć, że Londyn naprawdę bardzo wyróżnia się z europejskich miast i warto tu przyjechać nie tylko dla zabytków. Na pewno tu kiedyś wrócę jak będę jechał podziwiać piękną przyrodę Szkocji.

Designed by Piotr Wasil written in PHP by Marcin Lubojański. All rights reserved.