Moje Przeloty
Odwiedzone Kraje

Maroko

mapka

Jako, że w 2007 roku prawie nigdzie nie byliśmy to od jakiegoś czasu szukałem sobie tanich przelotów. Maroko, kolejny kraj arabski, nie był naszą ulubioną destynacją, ale bilety za 500zł/osoba z Neckermanna były zbyt kuszące. Szybka decyzja i postanowiliśmy kupić bilet na kilka dni przed odlotem.

Przelot minął bez większych niespodzianek poza tym, ze w czarterach niezłe bydło lata... Cóż, z powrotem trzeba kupić stopery do uszu by nic nie słyszec. Na lotnisku wyciągamy kasę z bankomatu. Po wyjściu z lotniska w Agadirze o dziwo zupełny spokoj i nikt nie zaczepia. Pogoda świetna, lekki wiatr i ok. 25 stopni. Idealnie na podróżowanie. Po przejściu prosto 500 m do głównej drogi chcieliśmy złapac autobus za 3 dirhamy do Izegdane, ale po 10 minutach stania pewien taksiarz zabral nas za 5. Po dojechaniu dałem mu 100 i chiałem resztę, wydał mi 70, więc musiałem go opieprzyć i dał całość. Od razu złapaliśmy autobus do Marakeszu, a własciwie zabrano nas do niego. Cena z przewodnika czyli 70 dirhamów. W autobusie niestety jest duzo cieplej niż na zewnątrz i żadne szyby sie nie otwierały. Droga dość kręta i po górkach, po prawej widać ośnieżony szczyt Jebel Toubkal. Po dotarciu do Marakeszu przebutowaliśmy na azymut do placu Djemma el Fna, gdzie zalogowalismy sie w hotelu CTM za 240 dirhamów za dobę, pokój z prysznicem ale w nienajlepszym stanie. Jako ze wstaliśmy o 4 rano to po prysznicu poszliśmy spać. Dziś zwiedzaliśmy medynę. Specjalnie nas nie zachwyciła. Pod wieczór dopiero zaczyna się spektakl, ale raczej nie sprawia nam radości oglądanie ledwo żywych małp na łańcuchu i prawie zdychających węży. Muzyka za to robi wrazenie. Spektakl trwa do świtu.

Nazajutrz, podczas włóczenia się po Marrakeszu znajdujemy prywatną małą wypożyczalnię samochodów i rozmawiamy językiem migowym o cenie. Gościu znał niestety tylko francuski. Stanęło na cenie 1300 dirhamów za 4 dni. Umówiliśmy się na następny dzień rano. Gdy przyszliśmy, był inny koleś, który powiedział, że cena będzie 1200 (co daje 400zł). Gdy przyszedł ten poprzedni to nie był zbytnio zadowolony z niższej ceny, ale udało się dobić targu. Wzięliśmy Fiata Palio, który nota bene ma mało wspólnego z polską wersją Fiata Palio. Była jeszcze Dacia Logan, ale woleliśmy Fiata. Gościu nie miał terminala kart, miał tylko zwykłą mechaniczną maszynkę do odbijania karty. Dałem mu swoją wypukłą debetówkę, na której nic nie było i podpisałem in blanco. Jakby coś się stało to gościu zapewne wpisuje kwotę i ściągają z karty. Trzeba pamiętać by przy zwrocie samochodu zabrać ten kwitek! Zapłaciliśmy całą kwotę i w drogę!

Wyjazd z Marakeszu ciężki, ruch straszny i każdy się pcha. Do tego na codzień jeżdżę automatem, a tu trzeba było jechać takim małym gówienkiem z manualem ;-). Dało radę, przez cały wyjazd ani razu mi nie zgasł co uważam za mały sukces ;-). Tankujemy samochód, bo odebraliśmy pusty. Swoją drogą w każdej sieciowej wypożyczalni wynajmuje się pełny bak i oddaje pełny. Tu jak widać inaczej. Benzyna jest za jakieś 3,3zł/litr. Poza miastem, na drodze jest dość luźno. Większość dnia jechaliśmy w kierunku Wąwozu Dades. Po drodze zatrzymaliśmy się w Ourzazarte, gdzie obejrzeliśmy kazbę (średnio ciekawa) i poszliśmy w jej okolice. Tutaj było całkiem fajnie zagubić się w gąszczu wąskich uliczek, gdzie domy zbudowane są z gliny i miejscowi ciągle mieszkają. Na wieczór dojechaliśmy do Dades, gdzie zatrzymaliśmy się w jednym z polecanych przez LP hoteli za 200 dirhamów ze śniadaniem. W nocy było dość chłodno, bo wąwóz położony jest na sporej wysokości. Rano, w całym hotelu nie ma prądu. Na śniadaniu dowiadujemy się, że prądu nie ma w całej wiosce i to jest codzienna normalka. Zjadamy trochę miodu i dżemu, kawka, herbatka i wsiadamy w nasza brykę by objeździć wąwóz. Bez samochodu ciężko go zwiedzić. Droga pnie się serpentynami w górę i można go oglądać właściwie tylko z drogi. Warto tu zajrzeć, choć rewelacji nie ma. W przewodniku opisana jest droga szutrowa z Dades do Todra, ale bez 4WD nie ma co się tam pokazywać. Jedziemy więc dookoła kilkadziesiąt kilometrów. Okolice Todry są bardzo fajne, widać wielką dolinę wypełnioną palmami, a na jej krawędzi siedzą miejscowi i oglądają ten piękny widok. Sam Wąwóz Todra jest niezbyt wielki. Można go przejść w 15 minut i pooglądać pionowe ściany. Sporo ludzi wspina się na nie, spotkaliśmy nawet Polaków. Pochodziliśmy trochę po okolicy, porobiliśmy zdjęć i zdecydowaliśmy się jechać dalej w stronę Merzougi i Erg Chebbi. Po dość monotonnej, kilkugodzinnej jeździe docieramy na miejsce, gdzie dopada nas banda ludzi proponujących noclegi. Zlewamy ich i podjeżdżamy pod same wydmy. Widoki rewela. Chodzimy ze 2 godziny i rozkoszujemy się widokami. Można wynająć quady i pośmigać, inni jeżdżą motorami. Gdy wracamy do samochodu to jakiś gościu chce kasy za to, że pilnował. Oczywiście go olałem. Jak ruszyliśmy w poszukiwaniu hotelu to pojechał za nami jeden koleś z tej bandy i krzyczal z samochodu by pojechać do niego i zobaczyć. Jedziemy. Jego ‘augberge’ jest jedną z ostatnich i wygląda bardzo fajnie. Jest 200 metrów do wydm, a za nocleg w bardzo dobrych warunkach, ze śniadaniem i obiadem płacimy 300 dirhamów. Wieczorem jeszcze idziemy na wydmy i za pierwszą widzimy beduińskie namioty i turyściochów, którzy zapłacili za nocleg w beduińskiej osadzie zapewne niezłą kasę. Pośmialiśmy się trochę i uderzyliśmy spać. Następnego dnia jedziemy przez Dolinę Draa do Zagory. Nie ma po co jechać do tego miasteczka – strata czasu. Po drodze jednak warto zatrzymać się gdzieś w Dolinie Draa i zobaczyć jak miejscowi żyją pośród palm. Pobudowane są tam gospodarstwa, poletka, naprawdę ciekawie to wygląda. Jak tylko tam się zapuściliśmy to oczywiście chmara dzieciaków nas dorwała, ale jakoś udało się przeżyć ;-).

Ruszliśmy dalej w stronę Marakeszu i gdzieś po drodze zatrzymaliśmy się na nocleg. Spotkaliśmy tu pewnych Polaków, których jeszcze zobaczymy później w Essaouirze. Następnego dnia w Marakeszu oddajemy samochód, gościu podwozi nas jeszcze na dworzec autobusowy i wsiadamy w złom, który odjeżdża z godzinnym opóźnieniem. Essaouira jest fajna. Sporo turystów, ale jest ciekawie. Cały poranek chodzimy po porcie i obserwujemy wyniki połowów. Przyjemny wiatr wieje od oceanu, który spowodował, że nie nakładałem nic na głowę, bo wydawało mi się chłodno. Spaliłem całą głowę na brązowo, tylko białe paski od okularów mi zostały. Wszędzie jest mnóstwo kotów. Monika kupuje trochę kiełbasy i karmi każdego po trochu. Wcinają wszystkie. Niestety dopiero pod koniec wyjazdu obczailiśmy autobusy firmy Supratours, które mają wlasne dworce. Mają nowoczesną flotę autobusów i bilety w takiej samej cenie co pozostałe złomy innych przewoźników. Kupujemy bilety do Agadiru i dojeżdżamy tam pod wieczór. W Agadirze jest zupełnie nowy dworzec autobusowy, którego jeszcze nia ma w przewodniku LP. Wynajdujemy jakiś hotel w przewodniku i każemy taksiarzowi tam jechać. Gościu ma taksometr, który nawet działał, ale i tak chciał więcej kasy. Okazuje się, że tu każde taxi i autobus liczy sobie dodatkowo, jeśli przewozi się bagaż. Hotel z przewdonika niestety był pełny, więc ruszyliśmy po okolicy szukać czegoś innego. Była już noc i z daleka zauważyła nas grupka Czarnych (emigranci z innych krajów Afryki). Gościu pokazał mi hotel za 100 dirhamów (najtańszy na całym wyjeździe) w całkiem przyzwoitych warunkach, ale za bardzo nie chciał się ze mną rozstać gdy mu powiedziałem Thank you. Zapytał czy chcę kupić coś do palenia, powiedziałem, że oczywiście i że przyjdę do niego jak się rozłożę w hotelu. No i nie przyszedłem. Swoją drogą, sposób na tani nocleg w Maroku to szukanie hoteli, których nie ma w przewodniku. Te z przewodnika miały średnio 2x wyższą cenę niż w przewodniku. Zapewne widzieli, że są opisani, więc ludzie i tak przychodzą to można z nich zedrzeć. Zamawiamy taksówkę na rano, żeby nas zawiozła na lotnisko. Na lotnisku nie ma żadnych restrykcji odnośnie przewożenia płynów. Turystów hotelowych wpuszczali przez kontrolę z 1,5l butelkami. Kupujemy perfumy w wolnocłowym, które są sporo tańsze i czekamy na nasz spóźniony czarter z Centralwings. W samolocie siedzieliśmy w środku, a z żarciem chodzili od końca i od początku. Jak do nas doszli to zostały tylko chipsy. Zajebiście się objedliśmy ;-). Taksówka na Ursynów i to już koniec naszej tygodniowej wycieczki do Maroka.

Designed by Piotr Wasil written in PHP by Marcin Lubojański. All rights reserved.