Moje Przeloty
Odwiedzone Kraje

29.1.2012, Orlando.
Drugi dzień w Disneylandzie poświęciliśmy na Epcot. Bardzo fajnie wyglądają tu miniaturki architektoniczne krajów z wystawami, sklepami i restauracjami. Warto pokrążyć, bo można poczuć klimat. Przy okazji zjedliśmy standardowe fish&chips w Anglii, ale nie smakowało najlepiej. Pojeździliśmy na test tracku, w rakiecie kosmicznej i jeszcze paru mniejszych kolejkach, natomiast generalnie brakowało w obi parkach, które widzieliśmy jakiegoś szalonego rollercoastera. Ten park bardziej wygląda dla małych dzieci. Pamiętam jak kiedyś w Wiedniu bałem się wejść do ponad połowy kolejek, a tu nie ma strachu do żadnej.
Autobus na lotnisko odjeżdża aż 4h przed odlotem międzynarodowym, więc trzeba zabić czas na internecie. Powrót w economy, fotele nie mają indywidualnej rozrywki, ale mam nadzieję, że jestem na tyle zmęczony, że prześpię całą drogę.

28.1.2012, Orlando.
Nasza firma to jednak umie się bawić. Zaproszenie do Orlando w podziękowaniu za doskonałe rezultaty pracy to świetny pomysł. Nocleg zapewniony w Boardwalk na terenie parku, dostaliśmy karty ze 100$ na wydatki (o dziwo ja znalazłem w swoim pakiecie dwie takie), 2-dniowy karnet działający na wszystkie parki tematyczne. Oprócz bankietu zabrali nas na pokaz fajerwerków oraz na dyskotekę. Impreza skończyła się o 2 w nocy, więc dziś ciężko było wstać by pobawić się w Disneylandzie.
Byliśmy cały dzień w Magic Kingdom, gdzie udało się praktycznie wszystko zobaczyć. Najfajniejszy zjazd łódką w dół z ok. 5 piętra i space mountain, czyli rollercoaster w ciemności. Jutro idziemy do Epcot i o 20 powrót do Europy.

25.1.2012, Miami.
Kolejny dzień zwiedzania. Wstaliśmy o 5.15 i przed 6 byliśmy już w drodze na Key West. Po drodze kiepskie śniadanko na stacji benzynowej i jak po 7 zaczęło się robić jasno to dopiero zaczęliśmy coś widzieć. Na początku to niekończące się zabudowania i zero widoków na morze. Potem się to trochę zmieniło i zatrzymywaliśmy się od czasu do czasu by podziwiać morze i mosty. Szkoda, że na najdłuższy most nie bardzo jest jakiś widok, a na samym moście nie można się zatrzymywać. Do Key West dojechaliśmy po 11, zapłaciliśmy za parking 10$ i ruszliśmy zwiedzać pieszo.
Key West to generalnie kicz i tandeta. Pełno sklepów z pamiątkami oraz barów. Były jakieś wycieczki na ocean/morze, ale ceny od 40$ do 160$ - odpuściliśmy. W sumie szkoda, bo można zobaczyć i delfiny i żółwie.
Zjedliśmy rybkę w barze, która nota bene do tej pory nam się odbija, zahaczyliśmy o najbardziej południowy punkt i ruszyliśmy z powrotem.
Do Miami dojechaliśmy dopiero o 16 klucząc po autostradach i rzucając okiem na kilka wysokich budynków dojechaliśmy do Miami Beach do dzielnicy Art Deco. Klimat super, takie lata 20-te, świetne bary, plaża i morze. Pochodziliśmy do zmroku i naprawdę nam się podobało. Potem jeszcze przez korek z powrotem do Florida City do naszego hotelu, 5 min w outlecie, w którym nie było nic ciekawego i czas na zasłużony odpoczynek. Jutro zwiedzanie reszty Miami i powrót do Orlando.

Archiwum
2012 5 4 3 2 1 2011 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2010 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2009 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2008 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2007 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2006 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2005 12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 2004 12 11 10 9 8 7 6 5

Designed by Piotr Wasil written in PHP by Marcin Lubojański. All rights reserved.